WSPIERAJĄ NAS
POZNAJEMY ZAGŁĘBIE


E-book o historii Zagłębia Dąbrowskiego:

Projekty Realizowane












Społeczność
Polecamy




Apel do mediów o uszanowanie różnorodności województwa

Strona Piotra Bieleckiego

Aktualności

31.05.2012 - Święto Profesora Włodzimierza Wójcika
Dariusz Jurek 02.06.2012
Dzień 31 maja 2012 na długo zostanie zapamiętany jako Święto Profesora Włodzimierza Wójcika.
W tym dniu, nawiązując do 80 rocznicy urodzin (29.05.1932) odbyły się dwie uroczystości poświęcone Szacownemu Jubilatowi.

Pierwsza z nich to uroczysta Sesja Rady miasta która miała miejsce w "Teatrze Zagłębia", podczas której wręczono Profesorowi odznakę „Zasłużony dla Miasta Sosnowca”.

Natomiast w godzinach popołudniowych w auli Miejskiej Biblioteki Publicznej, w ramach 8. Sosnowieckich Dni Literatury, odbył się benefis Jubilata na który przybyła rodzina, przyjaciele i współpracownicy Profesora. Licznie przybyli goście składali gratulacje i życzenia oraz dziękowali za pomoc i ciepło którymi Włodzimierz Wójcik zawsze wszystkich szczodrze obdarzał.

Wśród składających życzenia i wyrazy uznania nie mogło oczywiście zabraknąć delegacji stowarzyszenia regionalnego Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego którego Profesor Włodzimierz Wójcik jest Honorowym Członkiem. Dziękując za nasze życzenia Jubilat bardzo ciepło i zarazem wzruszająco wspomniał o uroczystości na Górze św. Doroty podczas której otrzymał właśnie to Honorowe Członkostwo FdZD.

Cała uroczystość była pełna zarówno wzruszeń, podniosłości ale także i humoru, okraszana dowcipami i dykteryjkami Profesora.

Po raz kolejny życząc Szanownemu Jubilatowi wszystkiego najlepszego zapraszamy do zapoznania się z Jego biogramem w naszej internetowej encyklopedii regionu.

Poniżej można zapoznać się także z tekstami przemówień Pana Profesora które wygłosił na obu opisanych wyżej uroczystościach:

PRZEMÓWIENIE PROFESORA WŁODZIMIERZA WÓJCIKA WYGŁOSZONE W „TEATRZE ZAGŁĘBIA” NA UROCZYSTYM POSIEDZENIU RADY MIASTA SOSNOWCA W DNIU 31 MAJA 2012 ROKU

Sosnowiec jako miasto ma sto dziesięć lat. Jako tętniący życiem obszar położony między Czarną i Białą Przemszą oraz Brynicą – jak pisze nasz rodak Edward Kudelski - „Jest takim miastem jak Londyn, Paryż Wiedeń”. Ja, dziś już osiemdziesięciolatek, jestem o lat trzydzieści młodszy od umiłowanego Sosnowca. Jako młodszy tym skwapliwiej składam mu serdeczne gratulacje jubileuszowe oraz życzenia dalszego rozwoju, rozkwitu, stawania się z roku na rok coraz bardziej atrakcyjnym.

Mieszkam tu na stałe z rodziną trzydzieści osiem lat. To niemal połowa mojego życia. Po przejściu na zasłużony odpoczynek zostałem wyróżniony tytułem Honorowego Profesora Uniwersytetu Śląskiego przyznanym mi przez Wysoki Senat Uczelni. Ale ten odpoczynek nie jest wypoczynkiem. Dwa lata temu wróciłem do czynnej służby akademickiej. Zostałem profesorem zwyczajnym w WS „HUMANITAS”. Na dziennikarstwie prowadzę seminaria magisterskie oraz wykłady z cyklu: Główne nurty rozwoju kultury i literatury obcej i polskiej w XX. i XXI. wieku.

W dni wolne od zajęć wędruję po regionie, po Zagłębiu. Zanurzam się w zieleń lasów i łąk, skarp nadrzecznych. Często spoglądam na niebo. Wówczas przewijają się przez moje myśli i przez serce zdarzenia i ludzie. Zdarzenia ważne, a ludzie zazwyczaj wspaniali, godni. Często w takich momentach przepowiadam sobie fragmenty wspaniałego wiersza Wisławy Szymborskiej Chmury:

Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.

Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami.

Jacy tam z nich świadkowie czegokolwiek -
natychmiast rozwiewają się na wszystkie strony.

W porównaniu z chmurami
życie wydaje się ugruntowane,
omal że trwałe i prawie wieczne.

Przy chmurach
nawet kamień wygląda jak brat,
na którym można polegać,
a one cóż, dalekie i płoche kuzynki.

Niech sobie ludzie będą, jeśli chcą,
a potem po kolei każde z nich umiera,
im, chmurom nic do tego
wszystkiego
bardzo dziwnego.

Nad całym twoim życiem
i moim, jeszcze nie całym,
paradują w przepychu jak paradowały.

Nie mają obowiązku razem z nami ginąć.
Nie muszą być widziane, żeby płynąć.


Rzeczywiście, chmury płyną, cieszą nasze oczy dynamiką ruchu i urodą kształtów. Nie zostawiają śladu. Życie ludzkie też bezustannie się zmienia, ale nasze „prace i dnie” nie są daremne. Pozostają na trwałe. Wzbogacają świat, służą ludziom. Cieszy mnie to, że owoce także i mych wysiłków intelektualnych są wymierne. Widoczne właśnie w Sosnowcu.

Nie urodziłem się w Sosnowcu, ale cały jestem wrośnięty w to umiłowane miasto. Ciałem, uczuciami, myślami. Zanim tu zamieszkałem na stałe w 1974 roku, od najwcześniejszych lat życia chodziłem, a raczej biegałem ulicami Sosnowca podczas świątecznych wizyt rodzinnych. Park Sielecki niósł w latach przedwojennych wiele radości. Bywały jednak i smutki. Jako sześcio-siedmiolatek często bywałem w okolicach ulicy Modrzejowskiej z mamą i licznymi ciociami i kuzynkami. Tutaj znajdowały się sklepiki z kapeluszami i pracownie gorseciarskie prowadzone przez znajome Żydówki. Stąd moje przyjaźnie z ich dziećmi. Z nastaniem niemieckiej okupacji barwne życie tych okolic zaczęło szarzeć. Kurczyło się. Narastał holocaust, a mnie pozostawał ból po stracie młodych przyjaciół.

Od wiosny 1945 roku zacząłem uczęszczać na spotkania literackie do Miejskiej Biblioteki. Pamiętam fascynujący odczyt profesora Stefana Szumana z Krakowa poświęcony pojęciu piękna. W owych latach na drodze mojego życia zawsze był Sosnowiec. Spacery i spotkania z dziewczętami po Parku Żeromskiego. Potańcówki „u plateranek”. Żarliwe dyskusje z kolegami nad brzegami Czarnej Przemszy o sprawach „wyższego rzędu”.

Myślę, że przeżycia tamtego czasu stały się źródłem energii, która pozwoliła mi, wespół z licznymi pracownikami nauki, miejscowymi i pochodzącymi z licznych polskich ośrodków uniwersyteckich, formować Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego. Jako pierwszy prodziekan Wydziału, kierowanego przez profesora Władysława Lubasia, zajmowałem się sferą materii i ducha. Adaptowałem do potrzeb dydaktyki i badań naukowych budynki ofiarowane przez miasto, organizowałem nauczanie i proces wychowawczy. W mieście węgla i stali zaczęliśmy czytać, badać i rozpowszechniać poezję – znaczoną Kochanowskim, Mickiewiczem, Norwidem, Wierzyńskim, Szymborską, Miłoszem. Wygłaszaliśmy odczyty w szkołach, bibliotekach, klubach, stowarzyszeniach. Normą stała się stała współpraca z mediami.

Sosnowiec, dzisiaj miasto uniwersyteckie, obrał właściwy kierunek przeobrażeń. Będę je, ile tylko sił, aktywnie wspierał. Serdecznie dziękuję za wyróżnienie honorową Odznaką „Zasłużony dla miasta Sosnowca”. Teraz mam zaszczyt czuć się prawdziwym obywatelem tego kochanego miasta. Rzecz zrozumiała, że na każdym miejscu życia będę starał się przysparzać sławy naszemu grodowi. Głosić jego atrakcyjność i urodę… Oraz miłość. O istocie tego uczucia tak pisał apostoł-teolog Paweł z Tarsu:

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko wybacza, wszystko przetrzyma.


Taką miłością darzę miasto mojego obecnego zamieszkania i życzę mu pięknych perspektyw rozwojowych:
Ad multos annos!!!




PRZEMÓWIENIE PROFESORA WŁODZIMIERZA WÓJCIKA WYGŁOSZONE
NA JUBILEUSZU JEGO OSIEMDZIESIĘCIOLECIA 31 MAJA 2012



Minęło sześćdziesiąt lat od tej pamiętnej daty, gdy mój ukochany profesor Stanisław Pigoń barwną polszczyzną wprowadzał moje pokolenie w czarowny świat Jana z Czarnolasu. Jeszcze dzisiaj dźwięczą mi w uszach i w sercu słowa recytowanej przez niego Pieśni Kochanowskiego „Czego chcesz od nas, Panie za Twe hojne dary…” W swoim dość długim życiu wielekroć wracam do tych poruszających wersów powtarzając je w nieco strawestowanej formie „Dzięki Ci, Panie za twe hojne dary…” Zdaję sobie przecież sprawę z tego, że nic nie jesteśmy w stanie dać Najwyższemu, prócz DZIĘKCZYNNEJ modlitwy i godziwego postępowania. A przecież jest za co dziękować – powiada nasz renesansowy poeta:

Tyś Pan wszytkiego świata. Tyś niebo zbudował
I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował;
Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznymi.
Za Twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi,
A zamierzonych granic przeskoczyć się boi;
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają,
Biały dzień a noc ciemna swoje czasy znają.


I ja mam za co dziękować. Idąc śladem litanijno-modlitewnych wierszy Staszka Grochowiaka, poety bliskiego mi z czasów uniwersyteckich, uformuję dalszą wypowiedź wedle ich kształtu z dominacją czasownika DZIĘKUJĘ.

Dziękuję więc Boskiej Opatrzności oraz moim rodzicom za bezcenny dar życia, a mojej żonie i synowi, całej rodzinie za ozdobienie tego życia wiernością i uczuciami miłości.
Gdziekolwiek mieszkałem i mieszkam miałem i mam wspaniałych, prawych życzliwych sąsiadów. Dotyczy to Łagiszy, Będzina, Katowic, Krakowa, Sosnowca. Wielu z nich zmarło, a żyją w moim wdzięcznym sercu. Tym żyjącym życzę „ad multos annos” w radości i dostatku życiowym…

W pejzażu mojego życia wszystko się działo niczym w wierszu Tadeusza Różewicza Oblicze ojczyzny:


ojczyzna to kraj dzieciństwa
miejsce urodzenia
to jest ta mała najbliższa
ojczyzna

miasto miasteczko wieś
ulica dom podwórko
pierwsza miłość
las na horyzoncie
groby

w dzieciństwie poznaje się
kwiaty zioła zboża
zwierzęta
pola łąki
słowa owoce

ojczyzna się śmieje

na początku ojczyzna
jest blisko
na wyciągnięcie ręki

dopiero później rośnie
krwawi
boli


Dziękuję Panu Tadeuszowi za jego dorobek „trwalszy od spiżu”, w tym za ten poruszający wiersz. Idąc jego tropami przed laty mogłem jego synowi, Jankowi, z którym się przyjaźniłem serdecznie, wielekroć pokazywać piękne zakątki mojego Zagłębia, które pokochał. Mój Potok Psarski, bukową aleję w Lesie Grodzieckim, stawiki z tatarakiem, Górę Dorotkę. Dosłownie na parę dni przed zgonem dopytywał się żony, Małgosi, nie tylko o mnie, ale o te właśnie przytulne miejsca. To się pamięta. Za to się DZIĘKUJE. Janku, kieruję me myśli na „niebieskie pastwiska”, gdzie jesteś i wołam: „DZIĘKUJĘ!”

Pejzażem mojego dzieciństwa i młodości lubiłem dzielić się z moimi uczniami w przeświadczeniu, że ma to określony sens wychowawczy. Na przykład do niezapomnianych należą moje łagiskie spacery z Marianem Kisielem, Pawłem Majerskim, czy Zdzisławem Marcinowem podczas których – gawędząc o różnych sprawach powszedniego życia - pokazywałem im miejsca, w których zbierałem grzyby, pasałem krowy, piekłem ziemniaki podczas wykopów, łowiłem ryby w gliniankach. Nauczycielem akademickim jest się nie tylko w murach uczelni.

Cenię, idące przez wieki różne ludzkie wysiłki i prace oraz owoce tych prac w różnych dziedzinach, ale zawód nauczyciela, w tym trud nauczyciela akademickiego cenię szczególnie. Dzisiaj jako wyróżniony przez Wysoki Senat Uniwersytetu Śląskiego tytułem Profesora Honorowego tej Uczelni, wiem, co komu zawdzięczam. Myślę z WDZIĘCZNOŚCIĄ o paniach przedszkolankach i nauczycielach Szkoły Powszechnej w Łagiszy, którą ukończyłem w 1947 roku. Myślę o profesorach katowickich średnich szkół, w których zdobywałem rzetelną wiedzę. O Wszechnicy Jagiellońskiej, w której uzyskałem magisterium i później się habilitowałem oraz o krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej, w której się doktoryzowałem. W mym sercu pozostaną do końca życia moi nauczyciele akademiccy o randze HETMANÓW. Profesorowie: Kazimierz Lepszy, Stanisław Pigoń, Juliusz Kleiner, Witold Taszycki, Mieczysław Karaś, Zenon Klemensiewicz, Tadeusz Milewski, Maria Dłuska, Maria Brodowska-Honowska, Ewa Ostrowska, Irena Bajerowa, Kazimierz Wyka, Jan Nowakowski, Wincenty Danek, legendarny mistrz „żywego słowa” – Ronald Bujański. Wielu wybitnych uczonych życzliwie opiniowało moje awanse naukowe. Byli to profesorowie: Mieczysława Romankówna, Władysław Studencki, Artur Hutnikiewicz, Stefan Żółkiewski, Andrzej Lam, Jan Trzynadlowski. Prawdziwym moim przewodnikiem duchowym i intelektualnym był i jest Profesor Henryk Markiewicz. Ku niemu dzisiaj biegną moje uczucia i życzenia: Mistrzu, DZIĘKUJĘ! Żyj w dobrym zdrowiu długo. Ad multos annos!

DZIĘKUJĘ losowi, że pozwolił mi brać udział w formowaniu Wydziału Filologicznego, współpracować z uczonymi wielkiego formatu oraz kształcić studentów najwyższej klasy. Jako były dziekan gorąco DZIĘKUJĘ za wielki wkład pracy i lojalność moim zastępcom, prodziekanom. A także wicedyrektorom Instytutu Literatury i Kultury Polskiej, pomagającym mi wówczas, kiedy byłem dyrektorem tegoż instytutu. Opuszczać cudowny podwawelski gród, miasto umiłowanego Wyspiańskiego, oraz nobliwą Uczelnię – Uniwersytet Jagielloński – nie było łatwo. Miłujące serce było rozdarte. Ale trzeba było wrócić do mojej małej ojczyzny, która powinna słynąć nie tylko produkcją węgla i stali, ale kwitnąć humanistycznymi wartościami. Zresztą w moim cudownym Krakowie zostawiłem godnego dziedzica – mojego syna, Andrzeja…

DZIĘKUJĘ pracownikom założonego przeze mnie Zakładu Literatury Współczesnej za szczęście, jakie mi dają zdobywając wysokie stopnie i tytuły naukowe, duchowo i intelektualnie rozwijają się w prawdziwie „orlim pędzie”… Ważne jest to, że byliśmy otwarci na współpracę z wieloma uczelniami w Polsce. Mile wspominam – między innymi - współdziałanie z Wyższą Szkołą Pedagogiczną oraz z Akademia Polonijną w Częstochowie. Żywym symbolem tej współpracy jest moja serdeczna przyjaźń z Ojcem Profesorem Eustachym Rakoczym, Paulinem, Jasnogórskim Kapelanem Żołnierzy Niepodległości. DZIĘKUJĘ Ci, Eustachy za błogosławieństwa, jakie ślesz mi oraz mojej rodzinie ze świątyni CZARNEJ MADONNY.

Los zrządził, że w czasie jubileuszu osiemdziesięciolecia urodzin jestem ponownie czynnym nauczycielem akademickim. Jako profesor zwyczajny Wyższej Szkoły HUMANITAS w Sosnowcu prowadzę wykłady i seminaria magisterskie w Instytucie Dziennikarstwa. Sympatyczne jest to, że moje środowisko jest w jakimś sensie dumne z mojej aktywności i żywotności. Za ten ciepły stosunek do mnie, przekazane gratulacje i życzenia, wszystkim DZIĘKUJĘ.

Z ciepłym słowem zwracam się do Państwa, obecnych na dzisiejszej uroczystości. I Wam i organizatorom tego spotkania – władzom mojego Uniwersytetu, Wydziału Filologicznego oraz Dyrekcji i pracownikom Miejskiej Biblioteki w Sosnowcu, DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ wszystkim za wszystko dobro, jakie od was płynie…

Kilka godzin temu na uroczystej sesji Rady miasta Sosnowca zostałem uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Miasta Sosnowca”. Jest to powód do głębokiej refleksji i szczerych PODZIĘKOWAŃ. Ze wzruszeniem przyjąłem głos idący z rodzinnej Łagiszy, głos społeczności Miejskiego Zespołu Szkół nr 4 w Będzinie imienia Polskich Noblistów. Prosicie mnie o patronat nad Pracownią Polonistyczną. Odpowiadam: Z radością godzę się na sprawowanie honorowej pieczy nad tą Pracownią, gdyż uprawa polszczyzny to moje powołanie. Mój imperatyw kategoryczny… Za dobre słowo DZIĘKUJĘ dyrekcji szkoły, gronu nauczycielskiemu, komitetowi rodzicielskiemu, dzieciom i młodzieży reprezentowanym przez Samorząd Szkolny. Będę z Wami z potrzeby serca… Dziękuję Wam również za to, że w przyszkolnym parku, w Alei Niezapominajek posadziliście drzewko mojego imienia…

Jest jeszcze jeden powód do wzruszeń. Chodzi o „genius loci”. Dzisiejsze uroczyste spotkanie odbywa się w sali audytoryjnej, którą z początkiem roku akademickiego 1973/74 zagospodarowywałem jako pierwszy prodziekan nowo utworzonego Wydziału Filologicznego. kierowanego przez dziekana, profesora Władysława Lubasia, przedniego organizatora i wybitnego językoznawcy. Sala ta, użyczona przez Sosnowiecką Bibliotekę instytutom polonistycznym, w ciągu minionych dziesięcioleci obrosła legendą. Gościła – poza kolejnymi gospodarzami Uczelni i Wydziału Filologicznego – jeszcze wielu innych wspaniałych ludzi. W moim wspomnieniu jawią się twarze ludzi pióra, literatury i nauki: Jalu Kurka, Kazimierza Wyki, Jana Nowakowskiego, Stanisława Grzeszczuka, Jana Błońskiego, Ireneusza Opackiego, Ireny Bajerowej, Jana Pierzchały, Jacka Kuronia, Anki Kowalskiej. Wielu innych – wspaniałych. Zasłużonych. Cieszę się, że wraz z innymi pomieszczeniami ta Aula znów jest własnością Książnicy i z powodzeniem wypełnia ambitne zadania kulturotwórcze.

Mimo zawirowań historii życie obeszło się ze mną przyzwoicie. Byłem nagradzany, wyróżniany, odznaczany i honorowany przez władze państwowe i samorządowe, uczelnie i organizacje oraz związki twórcze. Nie mogę narzekać. Przeżyłem wiele radości i trochę dojmującego cierpienia. Ale taka jest ludzka egzystencja. DZIĘKUJĘ losowi za różnorodność i bogactwo doznań, podobnie jak to czynił Kochanowski w zakończeniu fraszki Do gór i lasów:

Taki był Proteus, mieniąc się to w smoka,
To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.
Dalej co będzie? Śrebrne w głowie nici,
A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.


A więc „trzymam” z tym, kto czynem, a nie miałkim wielosłowiem potwierdza, że jako uczony służy prawdzie, a nie sezonowym doktrynom, niesie innym radość z cywilizacyjnego rozwoju świata, naszej wielkiej Ojczyzny, i tej mniejszej, regionalnej. Trzymam z tym, kto cieszy się swoimi sukcesami, a nie zamartwia sukcesami innych. Ci inni też zasługują na coś dobrego. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, bo przecież na progu każdego kolejnego roku akademickiego głosimy wspólnocie akademickiej i światu: „Quod bonum felix faustum, fortunatumqe sit!”

0 odpowiedzi
Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Region w pigułce
Historia
Obszar i granice
Herb i barwy
Ludzie
Legendy i podania
Muzea i galerie
Kinematografia
Ciekawostki

Kącik Regionalisty

Doł±cz do nas
czyli zapraszamy
do działania

Wesprzyj
nasze
działania

Warte czytania








Nasi partnerzy




_

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2024 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
statystyka