WSPIERAJĄ NAS
POZNAJEMY ZAGŁĘBIE


E-book o historii Zagłębia Dąbrowskiego:

Projekty Realizowane












Społeczność
Polecamy




Apel do mediów o uszanowanie różnorodności województwa

Strona Piotra Bieleckiego

Aktualności

"Między nami szlachcicami"
Dariusz Jurek 30.07.2011
Mamy oto dla Czytelników facecję sądową nie lada, bo prawie sprzed 500 lat...
Być może jest to jeden z pierwszych sporów sądowych tego typu, jaki w ogóle miał miejsce na naszych ziemiach, ale jest też możliwe i wielce prawdopodobne, że w pomroce dziejów zaginęła większość z tych spraw...

Rzecz dotyczy gwałtownego sporu, którego finał zakończył się w sądzie krakowskim 5 lutego 1398 roku, za panowania króla Władysława Jagiełły. Jego stronami byli ówcześni możni z naszego terenu: Piotr herbu Sulima -dziedzic Ogrodzieńca oraz Florian herbu Połukozy – dziedzic Błędowa. Od wielu, wielu lat paniska te boczyły się na siebie i krzywo patrzyły, a powodem tego były Niegowonice, ściślej mówiąc tamtejsza karczma i czterech kmieci tam mieszkających. Połukozic utrzymywał bowiem, iż zarówno karczma jak i owi kmiecie, są jego własnością, gdyż specjalnym aktem donacyjnym otrzymał ich od króla Władysława (zapewne Łokietka); Sulimczyk natomiast odpowiadał, iż o donacji takowej nic nie wie i kmiecie oraz karczma są jego własnością.

Pilny Czytelnik naszych facecji spostrzeże zapewne, że w średniowieczu karczmy (zwane z łacińska - taberny), często były przedmiotem sporów i to bardzo gwałtownych; nic dziwnego -już wówczas dochody z karczem były tak intratne, że procesować się opłaciło.
Nie wiedzieć jednak czemu, dopiero po wielu latach wzajemnego na siebie naskakiwania, Florian Błędowski wniósł skargę na ogrodzienieckiego Sulimczyka. Szkoda wielka, że nie znamy opisu całej tej sprawy, bo zachował się tylko "goły" wyrok, który sprawę raz na zawsze rozsądził.

Sędziowie królewscy mieli trudny orzech do zgryzienia. Obaj dziedzice ustąpić nawzajem nie chcieli, słowo rycerskie dawali, iż nie łżą, świadków przedstawiali. Cała bowiem rzecz szła o to, że donacja Władysława Łokietka była ustna, nigdzie nie zapisana... Jakże jednak dzielnemu rycerzowi
herbu Połukozy mogli sędziowie zarzucić kłamstwo... Więc rozsądzili. Dali wiarę Florianowi, że karczmę i kmieci niegowonickich od króla otrzymał, ale wysunęli kontrargument, iż popełnił on błąd prawny i w sprawie wymienionych kmieci i karczmy w czasie po darowaniu królewskim Floriana o ich zwrot nie pozwał, a zatem rzecz się przedawniła (premissat) więc skargę Floriana oddalono (abicidicavit).

Tymczasem zarówno kmiecie z Niegowonic, jak i z Ogrodzieńca i Błędowa, spotykali się w owej karczmie w dalszym ciągu, ciągnęli piwo za piwem, dziwowali się czemu to ich panowie po sądach się włóczą, bo im - chłopom - wszystko jedno było czyje piwo piją.

Autor: Jan Przemsza-Zieliński ("Bal w Savoyu")
(tekst opublikowany za zgodą Pani Kazimiery Zielińskiej)
0 odpowiedzi
Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Region w pigułce
Historia
Obszar i granice
Herb i barwy
Ludzie
Legendy i podania
Muzea i galerie
Kinematografia
Ciekawostki

Kącik Regionalisty

Doł±cz do nas
czyli zapraszamy
do działania

Wesprzyj
nasze
działania

Warte czytania








Nasi partnerzy




_

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2024 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
statystyka